piątek, 2 stycznia 2015

X

- No to witam w twoim nowym domu – Dave otworzył drzwi do domu Benningtona. – Niestety jak wiesz, Chester nie zaszyci nas dzisiaj swoją obecnością, więc to ja przejmuję władzę w tym domu – zaśmiał się patrząc na uśmiechającą się dziewczynę. Położył jej walizkę w przedpokoju, zdjął bluzę, a następnie powiesił ją na złoty haczyk. – Chodź, oprowadzę cie – oznajmił po czym ruszył wolnym krokiem przed siebie. – Tutaj jest kuchnia – wskazał na średniej wielkości pomieszczenie, w którym przeważały jasne odcienie. Białe płytki, szare ściany, oraz znajdujące się na nich złote ramki ze zdjęciami, idealnie się razem komponowały. Wszystko tu było zapięte na ostatni guzik. – Tylko musisz uważać, szczególnie w nocy, bo Chester uwielbia podjadać – zaśmiał się głośno, sprawiając, że dziewczyna również zaczęła się chichrać. – Idziemy dalej – przeszli teraz do ogromnego pokoju. – To jest salon i jadalnia – wskazał ręką, a następnie usiadł na wygodnej, czarnej kanapie. – Tam jest łazienka – pokazał na białe drzwi.  – Zaraz oprowadzę cie na górze, ale najpierw muszę odpocząć – udał, że bardzo się zmęczył. – Dobra, idziemy – wstał, po czym poszli po schodach na piętro.

***

- Mike uspokój się – Shinoda powtórzył to zdanie ponad dziesięć razy, by trochę ogarnąć swoje emocje. – Nie możesz tak się tym wszystkim przejmować – zacisnął zęby , po czym wstał i udał się do salonu. Usiadł ma fotelu i zamknął oczy. Cisza, jaka panowała w pomieszczeniu bardzo irytowała Minodę, który próbował zapomnieć o tym wszystkim. Nieoczekiwanie wyciągnął telefon i zadzwonił po Dave’a. W tej  właśnie chwili potrzebował chociaż minimalnego wsparcia ze strony kumpla. Po minucie wstał i zaczął krzątać się po domu. Postanowił, że zrobi herbatę, więc szybkim krokiem poszedł w stronę kuchni. Zaparzył wodę i wyciągnął dwie prostokątne torebeczki z ziołami. Po paru chwilach napoje były gotowe, a Mike czuł lekką satysfakcje z dobrze zrobionej herbaty i delikatnie podniósł kąciki ust. Stał oparty o marmurowy blat dokładnie przez dwie minuty, aż do czasu, gdy ktoś zapukał. Mike wyrwał się z przemyśleń i przeniósł swój wzrok z podłogi na wyjście z pomieszczenia. Spokojnie oderwał się od mebla i ruszył w stronę drzwi, po czym, gdy tam dotarł, otworzył je. Jego oczom ukazał się tak dobrze znany rudzielec i jakaś tajemnicza kobieta. Oboje weszli do domu i zdjęli buty. – Chodźcie – powiedział niepewnie Shinoda, a po chwili machnął ręką. – Rozgośćcie się, a ja pójdę po herbatę – oznajmił, a następnie zwrócił się w stronę kuchni i tam też się udał. Dave w raz z brunetką poszli do salonu i usiedli na kanapie. Minoda chwycił kubki i dołączył do dwójki znajdującej się w ogromnym pomieszczeniu.
- Gdzie Lucy? – Farrell spojrzał na krzątającego się po pokoju przyjaciela, którego oczy były jakieś dzikie. Mike zatrzymał się na chwilę i popatrzył na Dave’a lekko zestresowanym wzrokiem.
- Uciekła – oznajmił nagle, poczym wrócił do bezcelowego chodzenia po ciemnych panelach i drapania się po czarnej czuprynie. Basista jak na jakiś znak, wyprostował się i zmarszczył czoło.
- Ale jak to uciekła?
- Tak to – Shinoda szedł w kierunku przyjaciela, po czym skręcił i udał się na fotel, w którym rozsiadł się wygodnie. Farrella zdziwiła trochę postawa Spike’a, która była nieodpowiednia do całego tego wydarzenia. Rudzielec przypatrywał się tak Mike’owi przez dobre pięć minut, a tamten nadal nic nie powiedział, nie wyjaśnił. Jego twarz wydawała się być zaniepokojona czymś innym. Czymś jakby dla bruneta ważniejszym.
- Powiesz o co chodzi? – Dave nieoczekiwanie przerwał trwającą w pokoju ciszę. Minoda wstał i zrobił gest, który znaczył, że rudzielec ma iść za Shinodą. – Poczekaj chwilę – basista zwrócił się do Alex, poczym ruszył za głową tego domu. Zeszli razem do piwnicy, a następnie zatrzymali się pod jedną ze ścian.
- Obiecaj, że nikomu nie powiesz – Mike powiedział bardzo poważnym tonem głosu. Farrell nie wiedząc o co chodzi, domyślał się, że to coś bardzo ważnego dla jego przyjaciela.
- Obiecuję – nie pytając o nic, po prostu się zgodził. Po chwili ze ściany zrobiło się tajemne przejście. We dwoje weszli do środka. Gdy znaleźli się już tam, Dave’a zatkało. Pierwszy raz w życiu widział tyle broni. Basista spojrzał na Shinodę w celu uzyskania jakichkolwiek informacji o tym wszystkim.
- Jestem zabójcą – po tym momencie na twarzy Farrella pojawił się uśmiech, a nawet i cichy śmiech. Jednak widząc poważną minę Spike’a kąciki ust Phoenixa powoli spadały w dół.
- On mówi poważnie – pomyślał, po czym spojrzał z lekkim przerażeniem na przyjaciela.
- Lucy… ona dowiedziała się, że zabiłem jej ojca – wyszeptał. Po tych słowach Dave szybko  ruszył w kierunku wyjścia.  
- A ty gdzie?  - Shinoda szybko chwycił kumpla za ramię i pociągnął go w swoją stronę.
- Wychodzę za nim zrobisz mi krzywdę – wydał z siebie lekko zachwiany szept. Mike zmarszczył czoło.
- Gdybym chciał ci zrobić krzywdę, dawno był już nie żył – Spike przybliżył swoją twarz do głowy basisty i wycedził przez zęby. – Jak mogłeś we mnie zwątpić? Znamy się tyle lat – powiedział z pogardą w głosie, a następnie puścił rękę Farrella i delikatnie ją odepchnął.
 - Słucham? Po pierwsze – zaczął i wziął głęboki oddech. – Nie na co dzień dowiadujesz się, że twój przyjaciel zabija ludzi – przerwał. – A po drugie… Ile razy ty we mnie wątpiłeś – wycedził przez zęby i popatrzył w lekko speszone oczy Mike’a. Po chwili jednak Dave wymusił na sobie śmiech. – Nie martw się… nikomu nie powiem – powiedział spokojnie. Shinoda podniósł kąciki ust.
- Boję się, że ona to komuś powie – Spike złapał się za brodę i zaczął ją lekko pocierać. Minoda wiedział , że konsekwencje tego wszystkiego mogą być ogromne i surowe. Domyślał się również, iż nie tylko jego życie będzie zagrożone, jeśli Lucy pójdzie nie do policji, lecz do przeciwnika w branży. Zastanowił się tak przez chwilę przegryzając wargę, a następnie spojrzał na myślącego Farrella. Shinoda nie chciał mu mówić, że życie basisty jest teraz zagrożone. Pewnie wpadłby w jeszcze większą panikę i nie daj Boże, wygadałby to gdzieś, a przecież Mike’owi na tym nie zależało.
- A co się wtedy stanie? – spytał nie pewnie Dave, drapiąc się bo rudej brodzie.
- Sam nie wiem – brunet odpowiedział po chwili zamyślenia. – Chodźmy może do góry, co?
- Dobry pomysł – oboje udali się z powrotem do salonu. Farrellem miotały emocje odnośnie drugiego zawodu przyjaciela. Cały czas szedł ze zmieszaną miną. Gdy dotarli nic się nie zmieniło, a dziewczyna nadal siedziała na tym samym miejscu i popijała herbatę.  Mężczyźni usiedli na swoich miejscach i spojrzeli na kobietę, która uważnie przyglądała się Shinodzie.
- Tak w ogóle to kto to jest? – po chwili zamysłu Mike zabrał głos.
- To jest córka Chestera – po tych słowach Minoda zrobił wielkie oczy. Nie chciał w to uwierzyć. Przecież Bennington nie miał dzieci. Jednak po chwili, by ukryć swoje speszenie pokiwał głową na ,,aaaa’’.
- No to Alex, to jest Mike – Farrell zwrócił się do dziewczyny i wskazał na Spike’a, który wydobył z siebie ciche ,,cześć’’ i pomachał wolno ręką. Kobieta tylko delikatnie się uśmiechnęła.
- A Chester nadal w ośrodku, co nie? – Shinoda nagle zmienił temat i oparł głowę na dłoni.
- Tak. – odpowiedział. – Swoją drogą… był na ciebie bardzo wkurzony – dodał po chwili zastanowienia i spojrzał na myślącego Mike’a.
- Spodziewałem się tego – Spike uśmiechnął się i rozsiadł się jeszcze bardziej w fotelu.  – Dziewczyna nie wie nic o tym, co nie?
- Nie.
- Może i lepiej – w tym momencie Alex błądziła wzrokiem od Dave’a do Shinody i tak kółko. Nie rozumiała o czym teraz mówią i czuła się z tych trochę źle. Czego ma nie wiedzieć o Benningtonie, przecież tak otwarcie mówił o sobie wszystko pod czas ich spotkań. Ogarnęło ją lekkie zdziwienie. Dave wypił do końca resztę swojej herbaty i wstał z kanapy.
- Pora na nas – oznajmił po czym poszedł w kierunku wyjścia, by ubrać buty. – A i Mike – przerwał. – Odwiedź Chestera – uśmiechnął się po chwili. Mężczyzna wraz z kobietą pożegnali się z głową tego domu, po czym wyszli zamykając za sobą drzwi. Spike znów został sam ze swoimi problemami.


***

Tak to jest, gdy wena ucieka gdzieś daleko. Wybaczcie, że ten rozdział to troszku takie flaki z olejem, no ale. Jest taki bardziej spokojny niż pozostałe. Mam nadzieję, że choć trochę się wam spodobał. 
Do następnego kochani. <3
Szablon wykonany przez Calumi